Tomasz Piekot i Grzegorz Zarzeczny

Twórcy Pracowni Prostej Polszczyzny Uniwersytetu Wrocławskiego.

Powiemy to wprost: polski język urzędowy to anachronizm. Dziś musi być prostszy i bardziej przyjazny. Dlatego stworzyliśmy Pracownię Prostej Polszczyzny, w której pracujemy nad zasadami efektywnej komunikacji. Chodzi nam o to, by każdy człowiek w Polsce, niezależnie od kompetencji, mógł przeczytać pismo urzędowe szybko i dobrze je zrozumieć.

Można to ująć tak: tworzymy styl pisania, który jest klarowny jak rosół – oczyszczony z szumowin, ze wszystkich form zagmatwanych czy rozwlekłych, a zwłaszcza zwrotów straszących obywatela i wobec niego podejrzliwych. Dzięki temu obie strony, czyli urzędnicy i obywatele, odzyskują czas, pieniądze i twarz – to nasza misja.

Zaczęliśmy zmieniać najtrudniejszy język urzędowy w Polsce – zusowszczyznę.

Tyle że częściej na warsztatach z prostego języka czujemy się jak komandosi, a nie jak misjonarze. Czasem musimy powiedzieć twardo: „dokonać”, proszę pana, to można żywota, a nie „kupna”. Połowa uczestników nas za to kocha, ale część jest przerażona. Z językiem zmieniamy mentalność polskich urzędów. Nigdy nie wiemy, co nas tam czeka i z jakimi emocjami się spotkamy. Czasem warsztaty przypominają sesje terapeutyczne, a czasem ostatnie minuty meczu rugby.

Wstyd się przyznać, ale na początku myśleliśmy, że polscy urzędnicy mają problemy z kompetencjami. Szybko porzuciliśmy językoznawcze uprzedzenia. Dziś już wiemy, że większość urzędników pisze bardzo dobrze, a niektórzy – znakomicie. Przeszkoliliśmy ponad 2000 osób, oglądaliśmy ich język pod mikroskopem. Problemem nie są kompetencje. Barierą okazało się coś, co nazwaliśmy PKU, czyli Polska Kultura Urzędowa. To wywodzące się z PRL półoficjalne, niepisane zasady, które narzucają urzędnikom skomplikowany i nieprzyjazny styl komunikacji z obywatelami. W PKU odkryliśmy wiele smutnych zjawisk, np. „zasada poznaj łaskę pana” czy „zasada niech siada i się rozbierze”.

Prosty język obnaża prawdę i demaskuje manipulację. Pozwala też zobaczyć niedoskonałość tego, o czym piszemy. Zmieniając język urzędowy, zmieniamy państwo na lepsze. I ułatwiamy życie wszystkim – łącznie z urzędnikami. Szokujemy, prowokujemy i motywujemy, jednak nie jesteśmy rewolucjonistami. Zmieniając kulturę urzędową, działamy ostrożnie, krok po kroku, na zasadzie kropla drąży skałę. Z jakim skutkiem?

W sferze urzędowej działamy od ośmiu lat. W tym czasie byliśmy chyba w większości urzędów w kraju – od ministerstw, przez urzędy centralne, po urzędy wojewódzkie. Teraz przeszliśmy już do kolejnego etapu: w urzędach szkolimy wewnętrznych trenerów prostego języka. Urzędnicy upraszczają bowiem swoje teksty lepiej niż językoznawcy.

Nasze największe sukcesy? Zaczęliśmy zmieniać najtrudniejszy język urzędowy w Polsce – zusowszczyznę. Badania pilotażowe ZUS pokazały, że efekty są bardzo dobre. Ludzie zaczęli rozumieć ZUS i lepiej o nim myśleć. Uprościliśmy też 160 wniosków i dokumentów urzędowych (w tym akty USC). Na przykład czas wypełniania wniosku o wydanie dowodu osobistego skrócił się przeciętnie z 7 do 5 minut. Tworzyliśmy też założenia językowe serwisu obywatel.gov.pl.

Do zmiany języka namawiamy też firmy. Stworzyliśmy Certyfikat Prostej Polszczyzny, by konsumenci przed lekturą rozpoznawali teksty, które są przyjazne i łatwe w czytaniu. Na uproszczenie umów czy regulaminów mogą sobie pozwolić tylko silne marki, pewne wartości tego, co oferują. Certyfikacja na UWr działa od kilku miesięcy, ale już przyznaliśmy wyróżnienie jednemu z największych w Polsce banków – to nasz największy sukces w świecie firmowym.

Co nas cieszy najbardziej? Gdy ktoś spontanicznie napisze w internecie, że dostał list z ZUS i jest zdziwiony, bo wszystko zrozumiał.

Współpracujemy z lingwistami komputerowymi i specjalistami od przetwarzania języka naturalnego, którzy udostępniają nam zaawansowane metody diagnozy tekstów. Dzięki temu potrafimy dokładnie zmierzyć liczbę niezrozumiałych słów czy stopień mglistości języka. Możemy nawet porównać długość zdań księgarskich hitów z długością zdań pism z urzędu skarbowego. Dzięki temu wiemy, że polski bełkot zaczyna się gdzieś od 23 wyrazów (chodzi o długość zdania).

Co nas cieszy najbardziej? Gdy ktoś spontanicznie napisze w internecie, że dostał list z ZUS i jest zdziwiony, bo wszystko zrozumiał. Albo gdy urzędnik po naszych warsztatach przekona do zmian swojego przełożonego.

Na wrocławskiej polonistyce prosty język i nasze myślenie o komunikacji mają swój fanklub. Tworzą go studentki i studenci, angażujący się w badania, także w praktyczne eksperymenty. W jednym z nich graliśmy zagubionego człowieka w hotelu w obcym mieście i prosiliśmy polskie infolinie o zamówienie pizzy. Prawie wszystkie odmówiły, a ponoć tak troszczą się o potrzeby swoich klientów. Oczywiście, nie wszystkim studentom takie komunikologiczne zaangażowanie odpowiada. W pewnym sensie nas to cieszy. Nikt nie powinien pozostawać wobec nas obojętny.

Zapisz się na newsletter

Do otrzymania jeden z upominków m.in. Tablet HUAWEI MediaPad T5, gry planszowe Monopoly Wrocław.