Paweł Tabakow

Kierownik Katedry i Kliniki Neurochirurgii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu

Jako pierwsi na świecie postawiliśmy na nogi człowieka z przerwanym rdzeniem kręgowym. Nasz pacjent częściowo odzyskał funkcje czuciowe i ruchowe, jest coraz bardziej samodzielny, może normalnie żyć. Jak się czułem, gdy okazało się, że operacja się powiodła? To nie był jeden moment euforii, lecz proces, trwający kilka miesięcy.

Na początku huśtawka nastrojów, bo nie od razu było jasne, że się udało. Później cieszyliśmy się jak dzieci, obserwując pierwsze ruchy zależne od woli czy stopniową poprawę samopoczucia pacjenta. Pierwsze pół roku to był szalony okres, jeździliśmy od wywiadu do wywiadu. Zainteresowanie na całym świecie, w tym ze strony wszystkich większych mediów z USA, Europy, Australii czy Ameryki Południowej, eksplodowało po dokumencie, jaki nakręciła o nas BBC 1. Został wyemitowany w prime time, a oglądało go ponad 2 mln ludzi na wszystkich kontynentach. W internecie moje nazwisko było wyszukiwane ponad 2,5 mln razy.

Nie chcę być jednak postrzegany jako młody, obiecujący lekarz, który osiągnął spektakularny sukces i wszystko mu się udaje.

Później zeszliśmy na ziemię. Powiedzieliśmy sobie wprost: zaszliśmy daleko, ale teraz musimy powtórzyć ten sukces. Od początku chodziło przecież nie o to, żeby zrobić coś po raz pierwszy i zająć się czymś innym. Naszym celem było i nadal jest opracowanie nowej metody terapeutycznej.

Dla mnie nie jest to tylko kolejne, jedno z wielu badań naukowych, ale temat mojego życia. Właśnie po to zostałem neurochirurgiem – to moje naukowe dziecko. Mógłbym prowadzić spokojną pracę szpitalną i naukową, ale nie będę miał drugiego życia, żeby coś osiągnąć. Mam olbrzymią satysfakcję z tego, co robię. Nie grozi mi zespół wypalenia zawodowego. Grozi mi brak czasu. 

Badania nad neuroregeneracją to moja największa pasja. Przez wiele lat w medycynie obowiązywał dogmat, że jeśli dojdzie do przerwania połączenia w centralnym układzie nerwowym, czyli najważniejszym układzie dla człowieka, to jest to już zmiana nieodwracalna. Jednak w latach 60. XX w., gdy pojawił się mikroskop elektronowy, naukowcom udało się zobaczyć więcej, niż było to możliwe kiedykolwiek wcześniej, w pewnym sensie zajrzano pod kołdrę. Okazało się, że jakieś procesy naprawcze w tym układzie jednak się odbywają. W latach 80. prof. Geoffrey Raisman z Anglii odkrył właściwości neurotroficzne komórek gleju węchowego, bardzo obiecujące w kontekście procesów neuroregeneracji. Kilka grup naukowych na świecie prowadziło pod tym kątem eksperymenty, ale tylko na zwierzętach. Pomyślałem, że trzeba znaleźć sposób na zastosowanie tego odkrycia również w przypadku ludzi.

W Polsce, już jako młody lekarz, trafiłem na kompletną niewiedzę na temat komórek gleju węchowego. Czułem się jak człowiek, który przywiózł do Europy pomidora. Im bardziej drążyłem, tym bardziej mnie ten temat wciągał.

Pierwsze badania i przygotowania, w tym do powstania własnej hodowli komórek gleju węchowego, rozpocząłem w 2002 r., gdy wspólnie z prof. Włodzimierzem Jarmundowiczem uruchomiliśmy we Wrocławiu badania nad neuroregeneracją. Współpracowaliśmy z dwoma ambitnymi lekarzami z Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN we Wrocławiu, dr. Ryszardem Międzybrodzkim i dr. Wojciechem Fortuną. Nieco później powstał zespół neurochirurgów, neurobiologów, fizjoterapeutów, w tym także współpracowników z Anglii, ponieważ w międzyczasie nawiązaliśmy ścisłą współpracę z prof. Raismanem. Sukces osiągnęliśmy po 13 latach ciężkiej pracy.

Nie chcę być jednak postrzegany jako młody, obiecujący lekarz, który osiągnął spektakularny sukces i wszystko mu się udaje. Przede wszystkim mam świadomość ryzyka, jakie podjąłem. Między sukcesem a porażką przebiega tylko cienka linia. Teraz jestem bohaterem, ale co by powiedzieli, gdyby akurat wtedy się nie udało?

W perspektywie pięciu lat możemy osiągnąć coś nawet na Nagrodę Nobla.

Teraz kieruję właściwie dwoma zespołami, we Wrocławiu i w Londynie. Ten pierwszy prowadzi badania kliniczne, drugi laboratoryjne. Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu oraz Uniwersytecki Szpital Kliniczny stworzyły dla mnie mikroświat, dając mi swobodę w kompletowaniu zespołu i umożliwiając korzystanie z warsztatu laboratoryjnego i szpitalnego. Poza tym jednak funkcjonowanie w Polsce nie jest łatwe. Trudno uzyskać dobry grant na badania, nawet pomimo naszego sukcesu, i wiąże się to z ogromną biurokracją. Poza tym warto zdawać sobie sprawę, że praca w medycynie przynosi więcej wyrzeczeń niż korzyści. Podkreślę, że prowadzimy nasz projekt niezależnie: sami pozyskaliśmy finansowanie ze strony grupy filantropów z Anglii.

Od października 2017 jestem kierownikiem Katedry i Kliniki Neurochirurgii. To kolejne poważne i ciekawe wyzwanie. Mam młody, ambitny zespół. Doktorzy Maciej i Marcin Miś opracowali niedawno nową w skali światowej metodę wewnątrznaczyniowego leczenia tętniaków mózgu. Dr Rafał Załuski przeprowadza w Polsce jedne z najtrudniejszych technicznie operacji neuroonkologicznych i korekcyjnych na kręgosłupie. To też są niemałe osiągnięcia.

Kiedy będzie druga operacja? Szukaliśmy pacjenta z całkowitym przecięciem rdzenia kręgowego, co zdarza się bardzo rzadko. Stworzyliśmy nawet specjalny portal „Wroclaw Walk Again Project”, przez który zbieraliśmy zgłoszenia z całego świata. Wreszcie znaleźliśmy odpowiedniego kandydata. Teraz modyfikujemy metodę i przygotowujemy się do operacji, która odbędzie się prawdopodobnie w pierwszym kwartale 2018 r. Najważniejsze jest to, że jeśli znowu nam się uda, to opracujemy sposób na łączenie rdzenia w przypadku każdego urazu. Zagadka zostanie rozwiązana.

W perspektywie pięciu lat możemy osiągnąć coś na nawet Nagrodę Nobla. Pojawił się pomysł, żeby nakręcić film o naszej historii. Zainteresowany tematem podobno jest Ridley Scott.

Poznaj lepiej Wrocław

Czy wiesz, że...

W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym po raz pierwszy na świecie zoperowano przerwany rdzeń kręgowy. Pacjent stanął na nogi.

We Wrocławiu stworzono pierwszą w Polsce TRIGENERACJĘ, czyli instalację, która równocześnie wytwarza ciepło, prąd oraz chłód.