Michał Kośla

Podchorąży, członek Sekcji Walki w Bliskim Kontakcie Akademii Wojsk Lądowych we Wrocławiu

Mocny czuję się w tzw. klamrze, lubię z niej rzucać. Jak na zapaśnika, mam też dużo siły, co jest dodatkowym atutem. To, z kim walczę, nigdy nie miało dla mnie znaczenia, zawsze staram się narzucać swój styl walki. W zapasach fascynuje mnie to, że nieistotne, ile przeciwnik waży ani ile ma siły. Jestem bowiem w stanie złapać i rzucić go w dowolny sposób. Ważne dla mnie jest także pokonywanie własnych słabości.

Zapasy to ciężki kawałek chleba, naprawdę trzeba przełamywać własne granice, jeżeli chce się coś osiągnąć. Trenuję od kilkunastu lat. Walczę w stylu klasycznym, w kategorii 66 kg. Mój największy sukces, jak na razie, to brązowy medal mistrzostw Europy juniorów, zdobyty w 2012 roku. Walkę w półfinale przegrałem o włos z zawodnikiem, który został później mistrzem Europy. Walkę o brąz zapamiętam do końca życia. Byłem zdeterminowany, liczył się tylko medal. W trzeciej rundzie zorientowałem się, że mój przeciwnik, zawodnik z Turcji, ma już dość. To jeszcze bardziej mnie zmotywowało, wykrzesałem z siebie resztki mocy i wygrałem.

Chciałbym przysłużyć się ojczyźnie i zawsze chciałem mieć dużo wspólnego ze sportem, a wojsko daje mi taką możliwość. 

Pierwszy raz na zapasy zabrał mnie mój tata. Myślę, że to główny powód, dlaczego uprawiam akurat tę dyscyplinę. Zaangażowałem się, bo bardzo lubię rywalizację, a poza tym zapasy są sportem niezwykle wszechstronnym i ogólnorozwojowym. Jedynym elementem w treningu, który robię z musu, jest rozgrzewka. Doświadczenie nauczyło mnie, że jest bardzo ważna i tylko dlatego ją wykonuję. Zdecydowanie wolę walczyć. Treningi zapaśnicze zazwyczaj są bardzo ciężkie – lubię to uczucie, gdy nie mam już sił, ale jestem usatysfakcjonowany, że dałem z siebie wszystko.

Dlaczego wybrałem Akademię Wojsk Lądowych? Chciałbym przysłużyć się ojczyźnie i zawsze chciałem mieć dużo wspólnego ze sportem, a wojsko daje mi taką możliwość. Zdecydowałem się na specjalność zmechanizowaną. Zapasy przydają się m.in. na poligonie. Gdy sporo biegamy, często z ciężkim sprzętem, to siła i wytrzymałość ułatwiają mi działanie.

Wyzwania i rywalizacja mnie motywują. Najpierw bardzo zależało mi na tym, żeby dostać się do Akademii Wojsk Lądowych, teraz chcę ją ukończyć z jak najlepszym wynikiem. Na uczelni prowadzę sekcję zapaśniczą, ale przede wszystkim mam okazję trenować razem z zapaśnikami WKS Śląsk Wrocław, czyli jednego z najmocniejszych klubów w Polsce. Na dodatek pod okiem Józefa Tracza, legendy polskich zapasów, człowieka, który trzykrotnie zdobywał medal na igrzyskach olimpijskich.

Medal olimpijski to moje marzenie. Czy jest realne? Trenowałem z zawodnikami, którzy przygotowywali się do igrzysk w Rio de Janeiro, i radziłem sobie całkiem dobrze. Liczę na to, że pojadę już na igrzyska w Tokio w 2020 roku, a jeśli się nie uda, to na następne.

W wojsku pierwszy raz zetknąłem się z walką wręcz. Teraz jestem już instruktorem sekcji walki w bliskim kontakcie. W polskiej armii żołnierzy szkoli się głównie z krav magi, oczywiście są tam też elementy zapasów, jak pady czy różnego rodzaju uchwyty i obalenia. Poza tym, wymieniamy się z kolegami doświadczeniami – ja pokazuję im zapasy, oni mi boks i jiu-jitsu. Każdy sport walki jest na swój sposób ciekawy.

Uczelnia, sport i narzeczona wypełniają mi teraz czas w 100 procentach. Po zakończeniu studiów otrzymam przydział na pierwsze stanowisko służbowe. Mam nadzieję, że będzie to jednostka we Wrocławiu lub okolicach. Liczę na to, że będę mógł trenować zapasy również już w randze podporucznika.

Poznaj lepiej Wrocław

Czy wiesz że...

Akademia Wojsk Lądowych imienia generała Tadeusza Kościuszki znajduje się na obszarze niemal 600 ha – to blisko 800 boisk piłkarskich!

Pierwsze w Polsce Muzeum Teatru powstało we Wrocławiu. Można w nim zwiedzić m.in. mieszkanie Henryka Tomaszewskiego z biurkiem, na którym znajdą się papiery, nad którymi pracował przed śmiercią. Czytaj więcej