Kacper Budnik i Jan Byrtek

BZB UAS Bezzałogowe Systemy Latające

Kacper Budnik: Dron, sam dron, to tylko zabawka z kamerą lub aparatem fotograficznym. A my uświadamiamy klientów, do czego można taki dron wykorzystać.

Dlatego przygotowujemy cały rozwinięty system zbierania danych za pomocą dronów, oraz programy do przetwarzania tych danych. Dajemy klientowi gotowy produkt – informacje, na których mu zależy.

Przykład? Nasz dron, odpowiednio oprzyrządowany, jest w stanie w ciągu dwóch godzin oblecieć teren o powierzchni siedmiu kilometrów kwadratowych. To może być las przetrzebiony przez orkany, pożary. Albo pole, na którym trzeba sprawdzić poziom wegetacji roślin. Albo wioska, której mieszkańcy chcą na dachach zainstalować ogniwa fotowoltaiczne.

Analiza danych zebranych podczas oblotu zajmuje nam jeden dzień. Potrafimy stworzyć model przestrzenny takiej wioski. Tradycyjnymi metodami zgromadzenie i przetworzenie tak wielu informacji, trwałoby tydzień lub dłużej.

Jan: Mamy po 26 lat i szuflady pełne pomysłów do realizacji na dwa lata do przodu. Nie wybiegamy w przyszłość dalej niż na pięć lat, bo technologia błyskawicznie się zmienia.

Jan Byrtek: Pomysł na założenie firmy pojawił się dawno temu. Modelarstwem zajmowałem się jeszcze w podstawówce. Budowałem pierwsze samoloty z drewna, z balsy, w których śmigła były napędzane gumą. Oczywiście, z czasem rozwijałem swoje projekty, to były coraz bardziej skomplikowane konstrukcje.

Chciałem zostać pilotem, jednak z przyczyn zdrowotnych nie dostałem się do szkoły lotniczej w Dęblinie. To mnie nie zniechęciło do lotnictwa, zajmuje się nim z innej perspektywy. Na studia wybrałem Politechnikę Wrocławską, Wydział Mechaniczny, kierunek mechatronika.

Jeszcze zanim rozpoczął się rok szkolny, dużo czytałem na temat kół naukowych na Politechnice Wrocławskiej. Wiedziałem, że będę współpracował z Akademickim Klubem Lotniczym. Szybko dostałem się do słynnej grupy JetStream. Z kolegami ze starszych roczników jeździłem na zawody konstruktorów samolotów i dronów do Stanów Zjednoczonych. I zaczęliśmy je wygrywać.

Kacper: Janek jest świetnym pilotem i bardzo dobrym konstruktorem. Przyszedł do AKL ze świeżymi pomysłami. Konstrukcje samolotów, z którymi jeździliśmy do Ameryki, były coraz lepsze. To przede wszystkim Janek za to odpowiada.

Poznaliśmy się na pierwszym roku studiów, z jego polecenia przyszedłem do AKL, w momencie, kiedy zespół koła naukowego się reorganizował. Potrzebował ludzi, o których wiedział, że może na nich polegać, zespołu gotowego do poświęceń. Pracowaliśmy w stresie, walcząc z terminami, często kosztem innych zajęć i zobowiązań. Taka była cena sukcesu, który wcale nie był gwarantowany.

Na początku zajmowałem się czysto mechanicznymi rzeczami: silniki, testy napędu, kompozyty. Janek odpowiadał za aerodynamikę i zarządzanie zespołem.

Jan: Poszliśmy bardzo naprzód z technologią, z elektroniką. W 2015 roku pierwszy raz pojechaliśmy na zawody do USA z w pełni kompozytowym samolotem. Zajęliśmy czwarte miejsce w kategorii Advance i drugie w kategorii Micro, jako drużyna zdobyliśmy największą ilość nagród. To był duży sukces.

Zaczęła się poważna praca. Objęliśmy zarząd w AKL. Mieliśmy mnóstwo pomysłów, wymyślaliśmy ciągle nowe projekty, rozwijaliśmy przede wszystkim dział bezzałogowy.

Mnóstwo ludzi przychodziło z nami pracować. Jak odchodziliśmy klub liczył ponad 40 osób i miał budżet w wysokości ok miliona złotych, na całoroczną działalność.

Kacper: Oczywiście, nie wszystko nam się udaje z marszu. Jednak napotkane kłopoty, wszelkiego rodzaju wyzwania tylko nas nakręcają do działania: „A jak to się nie uda? Musi się udać”.

Tak było z wyjazdem AKL do Australii. Z uczelni dostawaliśmy regularnie pieniądze na zawody w Stanach Zjednoczonych. To wychodziło super, zdobywaliśmy nagrody, ale my jesteśmy ambitni, chcieliśmy się rozwijać, chcieliśmy coraz więcej. Wymyśliliśmy, że pojedziemy na najtrudniejsze na świecie zawody dla konstruktorów dronów – UAV Medical Express w Australii.

Ale na uczelni, od której chcieliśmy pieniądze, usłyszeliśmy: „Za dużo projektów, skupcie się na jednym. Zróbcie jeden a dobrze”. Potrzebowaliśmy 350 tysięcy. Nie poddaliśmy się. Dostaliśmy potrzebne pieniądze z ministerstwa nauki. Wystartowaliśmy i zajęliśmy trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej, a to był to nasz debiut na tej imprezie.

Jednak muszę od razu dodać: bez Politechniki nie było by nas tu gdzie teraz jesteśmy. Tam się wszystkiego nauczyliśmy. Mieliśmy dostęp do maszyn i zasobów. My na studiach się dużo kształciliśmy w naszych wąskich dziedzinach i teraz to wykorzystujemy.

Jan: W któreś wakacje całe dni spędzaliśmy na lotnisku lub w warsztacie. Testowaliśmy nowe rozwiązania. To były pierwsze loty bezzałogowe w pełni autonomiczne, gdy autopiloty nie były jeszcze tak rozbudowane. Wypuściliśmy samolot, obliczyliśmy, po jakim czasie powinien do nas wrócić. Nie mieliśmy kontaktu z maszyną, nie wiedzieliśmy gdzie ona jest. Samolot powinien wrócić, ale go nie było. Zaczęła się prawdziwa nerwówka. Ale na szczęści wrócił i wylądował.

***

Kacper: Już wcześniej wiele osób mówiło nam: „Robicie fajne rzeczy. Dlaczego nie założycie własnej firmy?”

Kiedy wróciliśmy z Australii, spotkaliśmy się z przedstawicielką Wrocławskiego Parku Technologicznego. W konkursie WPT były dwa lata inkubacji, biuro za darmo, zniżki na park maszynowy. Złożyliśmy projekt, biznesplan i zostaliśmy laureatami. Aby dostać nagrodę musieliśmy zarejestrować spółkę. Zarejestrowaliśmy spółkę. I tak zaczęliśmy.

Nie obyło się bez komplikacji. Po drodze rozstaliśmy się ze wspólnikiem. To długa, złożona historia. Na szczęście dobrze się zakończyła i teraz my zarządzamy spółką.

Kacper: Jesteśmy zespołem interdyscyplinarnym. Przygotowujemy cały system, od projektu, przez budowę, elektronikę, po oprogramowanie, które przetwarza dane.

W firmie zajmuję bardziej stroną biznesową, przygotowaniem biznesplanu, zarządzaniem, pozyskiwaniem środków i planowaniem wydatków. Oczywiście, biorę udział w spotkaniach projektowych. Natomiast Janek zajmuje się technologią, wdrażaniem nowych pomysłów, zarządzania całym zespołem.

W Polsce branża samolotów bezzałogowych jest w fazie rozwoju. O skali możliwości tego typu urządzeń klienci często nie wiedzą. Dopiero my im opowiadamy, jak wiele można zrobić wykorzystując drona.

Przyznaję, często jest tak, że obiecam potencjalnemu klientowi jakieś rozwiązanie, przychodzę do Janka i mówię: „Trzeba to zrobić”. A Janek odpowiada: „To niemożliwe do zrobienia”. Ostatecznie za dwa dni przychodzi z gotowym pomysłem. Wierzę w niego.

Nadal jesteśmy start-upem, korzystamy z tego przywileju, mamy dużo konkursów, dużo projektów.

Zapisz się na newsletter

Do otrzymania jeden z upominków m.in. Tablet HUAWEI MediaPad T5, gry planszowe Monopoly Wrocław.