Jasiek Grządziela

Student Wydziału Aktorskiego w Akademii Sztuk Teatralnych imienia Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie Filia we Wrocławiu

Jak można mówić o trudnych sprawach ludziom, którym jest wygodnie i siedzą na ciemnej widowni incognito? Zostałem klaunem, bo śmiechem można zmieniać świat. Jako aktor i reżyser w jednym nie chcę tkwić w teatrze i robić sztuki dla widza, który kupi bilet, ładnie się ubierze i usiądzie w wygodnym fotelu.

Klaun nie ukrywa się na scenie, za kulisami. Nawet w cyrku przybliża się do widowni. Nie wyobrażam sobie klauna w telewizorze, robiącego swoje numery przed kamerą. W takich warunkach to zwyczajnie nie byłoby śmieszne. Klaun i widz to nierozerwalna para.

Może się wydawać, że to postać banalna i trywialna, ale tak nie jest – bycie prawdziwym klaunem jest zajęciem ambitnym. To na pewno nie ktoś, kto w kiczowatym stroju, z przyprawionym nosem, stoi na ulicy i tylko skręca dla dzieci pieski i miecze z balonów.

Prawdziwy klaun tylko z zewnątrz jest nieudacznikiem. Tak naprawdę, żeby wcielić się w tę postać, trzeba mieć gigantyczny wachlarz umiejętności: aktorskich czy akrobatycznych, jak żonglerka czy chodzenie na szczudłach, ale też zmysł obserwacji, umiejętność szybkiej reakcji, gry i wielki dystans do samego siebie – żeby publicznie robić z siebie „kretyna”. Aby być dobrym klaunem, trzeba tak naprawdę mieć ponadprzeciętne umiejętności.

Ciało to uniwersalny język, którym można komunikować się na całym świecie.

Teatr JaSię, w którym rozwijam postać Zielonego Klauna, założyłem w 2013 roku i jestem w nim dyrektorem, inspicjentem, aktorem, oświetleniowcem, nagłośnieniowcem, technicznym, krawcem, garderobianym i w ogóle wszystkim.

Mój tata – z zawodu tancerz baletowy – też był klaunem. Od dziecka jeździłem z nim po całej Polsce na różne wydarzenia i festiwale. Z dużym szacunkiem – już jako dorosły człowiek – czytałem biografię Klauna Bim-Boma. A właściwie pary klaunów, bo tam też był ojciec i syn: muzycy i akrobaci w jednym, a zarazem wierszokleci. Przyjeżdżali do miasta, rozmawiali z ludźmi o tym, co ich boli, co im przeszkadza, a potem ośmieszali osoby, które były źródłem tych problemów. Klaunada zawsze była dla mnie elementem społecznych działań artystycznych. 

Śmiech ma gigantyczną społeczną siłę. Przykładem na to jest jeden numer, który chyba nigdy się moim widzom nie znudzi: kiedy udaję, że jestem wybitnym żonglerem, i jestem cały nadęty, ale co chwila upuszczam piłki. Niektórzy tak się śmieją i pokazują mi, że już nie mogą oddychać, i na migi proszą, żebym już przestał ich rozśmieszać. Bardzo często po występie ludzie podchodzą do mnie i dziękują, że mogli się pośmiać. Podczas występu można na przykład sprawić, że ktoś z widowni zdejmie T-shirt – normalnie, gdyby chciało się człowieka na ulicy rozebrać, to skończyłoby się wezwaniem policji.

Dzięki szkole teatralnej jestem bardziej wszechstronny. Nauczyłem się przede wszystkim, jak nie być klaunem na scenie, a kreować role o zupełnie innym charakterze. Moim konikiem jest ruch, pantomima – z pomocą ruchu można wyrażać różne emocje. Ciało to uniwersalny język, którym można komunikować się na całym świecie. Stąd wzięły mi się też zapędy do tańca, jestem aktorem Wrocławskiego Teatru Tańca. To teatr, którego brakowało i który właśnie powstał, niedawno przygotowywaliśmy pierwszą prapremierę – spektakl na motywach dramatu Sarah Kane – ciężkie tematy, o depresji i poczuciu własnej wartości czy raczej jego braku. Teatr tańca ma to do siebie, że nie trzeba go rozumieć, interpretować. Po prostu się go odbiera, tak jak odbiera się emocje.

Szkoła teatralna jest mi też potrzebna do spełniania się. Zawsze coś mi w środku mówiło, że chcę być nauczycielem. W czasach szkoły podstawowej, gimnazjum i liceum nie wiedziałem, czego mógłbym nauczać. Dopiero po maturze odkryłem, że mogę uczyć pantomimy, świadomości ciała. Poszedłem w to. Mam zamiar zostać na uczelni, doktoryzować się i rozpocząć czynną pracę ze studentami.

Chciałbym stworzyć zespół ludzi, którzy nie będą się bali polowych warunków i grania w różnych dziwnych i nietypowych miejscach. Żyjemy w czasach, w których zaledwie parę procent społeczeństwa chodzi do teatru. Ogromna większość w ciągu całego życia nigdy nie odwiedziła teatru. Ulica to jest przestrzeń, w której widz jest zwierciadłem żywego, prawdziwego społeczeństwa.

Poznaj lepiej Wrocław

Czy wiesz że...

We Wrocławiu można wypić piwo w najstarszej piwiarni w Europie. Piwnica Świdnicka działa od 1273 roku. Swoją nazwę wywodzi od dolnośląskiego miasta Świdnicy, skąd pierwotnie sprowadzano do niej jęczmienne piwo.