Filip Niżyński

Student w Akademii Sztuk Teatralnych imienia Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie Filia we Wrocławiu na wydziale lalkarskim

Jak wygląda dzień w szkole teatralnej? W większości sal nie ma okien. Budynek jest nowy i właśnie tak został zaprojektowany – sale warsztatowe mają określone wymogi, okna są tylko w salach wykładowych i w auli. Czasem od 8.00 do 24.00 siedzimy w tych ciemnych pokojach, ponieważ zajęć praktycznych jest bardzo dużo. Na szczęście mamy patio i przeszklony bufet i to nas trochę ratuje.

Już w liceum nauczyłem się, że szkolenie warsztatu to naprawdę ciężka praca. Nie boję się tego. Cały czas pnę się do swojego celu: być zawodowym aktorem. Moimi pierwszymi mentorami byli nauczyciele z klasy teatralnej XVII LO im. Agnieszki Osieckiej – uczyli mnie gry aktorskiej i przekazali pewien etos pracy.

Początkowo chciałem dostać się na Wydział Aktorski i aktorstwo dramatyczne – nie udało się. Poszedłem na rok do „Skiby”, czyli Studium Kształcenia Animatorów i Bibliotekarzy. Po roku dostałem się na Wydział Lalkarski.

Okazało się, że na „lalkach” można nauczyć się warsztatu i zdobyć wszystkie niezbędne szlify, potrzebne w pracy zawodowego aktora – nie tylko w teatrze kukiełkowym. Moim marzeniem jest Wrocławski Teatr Muzyczny Capitol i właśnie w tę stronę zmierzam. Jakie mam szanse? Na razie nikt mi jeszcze nie powiedział, że fałszuję czy nie umiem się ruszać, ale wiem, że jeszcze długa droga i dużo pracy przede mną.

Sztuka ma wiele wspólnego z rzemiosłem. Zetknięcie tych dwóch światów szczególnie mnie interesuje.

Muzyka zawsze odgrywała w moim życiu ważną rolę: gram na saksofonie, klarnecie i pianinie. Zaczynałem w orkiestrze dętej w Miejskiej Górce, później zahaczyłem o kapelę ludową Dyszel w moim rodzinnym Żmigrodzie. Teraz używam instrumentów w spektaklach, tworzę performance, eksperymentuję.

Po zajęciach w szkole teatralnej zajmuję się pracą ze światłem. W Centrum Twórczości Dziecka jestem oświetleniowcem na scenie teatralnej. Znajomi z uczelni zapraszają mnie do współpracy przy projektach, które realizują. Zawsze intrygowało mnie to, co za pomocą światła można zrobić na scenie albo na planie filmowym. W tym sensie operator światła jest jak reżyser, kreator gry. Światłem można zrobić osobny spektakl, stworzyć osobny świat, zamienić przestrzeń w coś zupełnie innego.

Sztuka ma wiele wspólnego z rzemiosłem. Zetknięcie tych dwóch światów szczególnie mnie interesuje. Ostatnio zacząłem rzeźbić lalki w drewnie i w styropianie. Nie są to jeszcze takie lalki, które można by ożywić, wykorzystać w teatrze kukiełkowym – dopiero się uczę, ale dla mnie te moje lalki już mają duszę. Poza tym rzeźbienie doskonale koi nerwy.

Spędzając większość czasu na zajęciach w szkole teatralnej, czujemy się trochę odcięci od świata – sporo ludzi, których spotykam na mieście, dziwi się, że w ogóle jest taka uczelnia we Wrocławiu. Chciałbym, żeby inni o nas usłyszeli. Jestem przewodniczącym Samorządu Studenckiego. Staram się, żeby nasi studenci byli bardziej aktywni, widoczni na zewnątrz.

Angażujemy się w wiele projektów, które pomagają nam zdobywać doświadczenie, uczyć się nowych rzeczy, ale też właśnie otwierać się na innych. Przyjmujemy różne zlecenia: od udziału w ambitnych artystycznych projektach, jak te związane z Europejską Stolicą Kultury, przez spektakle i animacje na imprezach dla dzieci, aż po obecność na eventach firmowych, np. w charakterze mimów przechadzających się między uczestnikami.

Wrocław to dla mnie miejsce, w którym można złapać wiele ciekawych, międzynarodowych kontaktów. Okazją do ich nawiązania jest np. Przegląd Piosenki Aktorskiej, Międzynarodowy Festiwal Teatralny Dialog, festiwal Nowe Horyzonty czy Metaformy – organizowane w naszej szkole spotkania szkół lalkarskich z całej Europy.

Ale lubię też miejsca, w których nie ma nikogo: ruiny starego portu nad rzeką, gdzie można posiedzieć, posłuchać muzyki, pouczyć się tekstu do spektaklu. 40 km od Wrocławia mam dom rodzinny, gdzie zawsze mogę pojechać naładować akumulatory.

Mój tato mówił zawsze: „Filip to ma słomiany zapał, dlatego chce robić wszystko”. To była prawda, dopóki nie znalazłem teatru. Teraz wreszcie mogę łączyć wszystkie swoje pasje i wciąż szukać nowych, mam już na oku operatorkę i fotografię.

Poznaj lepiej Wrocław

Czy wiesz że...

We Wrocławiu można wypić piwo w najstarszej piwiarni w Europie. Piwnica Świdnicka działa od 1273 roku. Swoją nazwę wywodzi od dolnośląskiego miasta Świdnicy, skąd pierwotnie sprowadzano do niej jęczmienne piwo.