Elżbieta Giedrys

Absolwentka pierwszego stopnia studiów pedagogicznych na Papieskim Wydziale Teologicznym. Obecnie kontynuuje studia drugiego stopnia na tej uczelni.

Jestem wolontariuszką w świetlicy środowiskowej prowadzonej przez Caritas na wrocławskim Nadodrzu. Odnajduję tam wiele możliwości dzielenia się dobrem i staram się to jak najlepiej wykorzystać. Przychodzą do nas dzieci z tzw. rodzin dysfunkcyjnych, które nie oczekują wielkich czynów. Cieszą się, gdy nawiązujemy z nimi osobiste relacje, gdy czują się zauważone, wysłuchane, rozumiane w ich radościach i smutkach dnia codziennego. I to właśnie staramy się czynić w Caritasie.

Popołudnia spędzamy z dziećmi na rozmowach i wspólnym przygotowaniu lekcji na następny dzień. Oczywiście, nie brakuje zabawy i twórczości plastycznej.

Jeden z wykładowców Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu, gdzie studiuję pedagogikę, powiedział mi, że potrafię „przenosić góry”. Ta wypowiedź zainspirowała mnie do refleksji… Skąd u mnie tyle energii i siły? Na pewno źródło jest wielobarwne – wiara, spotkania wspaniałych ludzi na drodze życia, począwszy od moich rodziców. Modlitwa napełnia mnie siłą. Bardzo inspiruje mnie również chęć pomocy innym, która popycha mnie do działania. Wielu pomysłów nie mogę zrealizować, ponieważ chciałabym sumiennie wypełniać podjęte zobowiązania wobec chorej mamy, mojej rodziny, dzieci z Caritasu i wielu osób, które zwracają się do mnie w życiu codziennym. 

Staram się zarażać dzieci swoją energią, radością i spokojem. 

Moja przygoda z Caritasem zaczęła się od pewnej wycieczki, w której uczestniczyły moje dzieci. Pojechały na nią gościnnie. W następnym wyjeździe brałam udział jako opiekunka. Potem zaproponowano mi wolontariat w świetlicy. Przyjęłam propozycję i jestem. Staram się zarażać dzieci swoją energią, radością i spokojem. Oczywiście zdarzają się i sytuacje trudne, ale cierpliwość i konsekwencja, połączone z łagodnością i życzliwym nastawieniem, pomagają mi rozwiązać owe konflikty. Tak naprawdę dzieci potrzebują świadomie podjętych zasad panujących w świetlicy. W takiej atmosferze czują się pewnie. A rozmowa i rozwiązywanie trudnych sytuacji oraz zabawa są wspaniałą okazją do budowania dziecięcej ufności. Odczuwam satysfakcję, gdy widzę, jak dzieci się otwierają, zaczynają opowiadać o rzeczach codziennych i zwykłych, jednak dla mnie w tym momencie bardzo ważnych. Moim źródłem radości jest także widok naszych podopiecznych, cieszących się z samodzielnie wykonanego zadania domowego, pracy plastycznej, przezwyciężenia, którejś ze swoich słabości. Są to bezcenne chwile, umacniające moją wiarę, stawiające przede mną na nowo cel mojego działania, ukazujące sens spędzonych chwil w świetlicy środowiskowej.

Optymizm i życzliwość w takim podejściu do dzieci zawdzięczam niedawno zmarłemu ojcu. Miał on wspaniałą, przyciągającą ludzi osobowość. Mój tatuś był osobą bardzo otwartą, emanował pozytywną energią, którą zarażał wszystkich. Nawet w najcięższych chwilach swojego życia zdobywał się na życzliwy uśmiech. Kochał życie, kochał ludzi, był do nich pozytywnie nastawiony. Był osobą bezinteresowną, cierpliwą, komunikatywną, troskliwą, szczerą, a przede wszystkim życzliwą. Dziękuję Panu Bogu za to, że jestem jego córką. Uważam, że właśnie on był moim wielkim wzorem, bohaterem i przyjacielem. Moimi wzorami są również Jan Paweł II oraz św. Rita, patronka spraw trudnych i beznadziejnych.

Wolontariat wśród świetlicowych dzieci pokazał mi, że aby móc lepiej i efektywniej pomagać najmłodszym, trzeba zdobyć odpowiednią wiedzę. Nie wystarczą dobre chęci i zapał. Dlatego właśnie podjęłam studia pedagogiczne na Papieskim Wydziale Teologicznym. Początkowo wybrałam specjalizację opiekuńczo-wychowawczą, a później także wczesnoszkolną z wychowaniem przedszkolnym. W przyszłości bardzo chciałabym otworzyć przedszkole, przeniknięte duchem Janusza Korczaka. Zdaję sobie sprawę, że nie będzie to prosta rzecz. Sam Korczak napisał, że „wychowanie dziecka to nie miła zabawa, a zadanie, w które trzeba włożyć wysiłek bezsennych nocy, kapitał ciężkich przeżyć i wiele myśli…”. Bardzo cenił szczególnie takie wartości: sprawiedliwość, szacunek, godność, piękno, prawdę i miłość bliźniego. Zachęcał wychowawców do troski o prawa dziecka, wśród których podkreślał: prawo do radości, do wyrażania swoich myśli i uczuć, prawo do szacunku, do nauki poprzez zabawę, do niepowodzeń i łez, do własności, bycia sobą, niewiedzy, do upadków i tajemnicy.

Akcentował potrzebę wychowania młodych do samodzielności, a więc przygotowanie ich do dorosłego życia, w którym trzeba odpowiedzialnie stawić czoło konfliktom i sytuacjom trudnym. Ten wielki pedagog radził wychowawcom: „Nie zabiegajmy o to, by każdy czyn uprzedzić, w każdym zawahaniu się, natychmiast drogę wskazać, przy każdym pochyleniu biec z pomocą. Pamiętajmy, że w momencie silnych zmagań może nas zabraknąć”. Taki był Korczak, a ja bardzo chciałabym, najlepiej jak potrafię, wprowadzić w moje życie jego zasady.

Jak odpoczywam? Moją ulubioną formą wypoczynku jest książka, wytchnienie na łonie natury oraz atmosfera w gronie rodziny i przyjaciół. Muszę starannie organizować czas, by znaleźć równowagę między pracą a wypoczynkiem. To też jest sztuka. Mój czas wypełniają bowiem obowiązki związane ze świetlicą środowiskową, uczelnią, a przede wszystkim moją rodziną. Mam dwójkę dzieci. Syn jest w gimnazjum, a córka właśnie rozpoczyna naukę w liceum. Jest otwarta na ludzi i gotowa nieść im pomoc. Myśli o medycynie. Tam chciałaby „przenosić góry”. Mam starszą, schorowaną mamę – z nią także staram się przeżywać możliwie wiele czasu.

Widzę wokół mnóstwo okazji do siania dobra: w domu, w wolontariacie, w środowisku studenckim… Takie sytuacje traktuję jako wyzwania. Nie zawsze jestem z siebie w stu procentach zadowolona, ale staram się wkładać w to całe swoje serce i – jak śpiewamy: „ciągle zaczynam od nowa”…

Poznaj lepiej Wrocław

Czy wiesz że...

Teologia od początku była jednym z czterech wydziałów, które przedstawiono w postaci rzeźb na Wieży Matematycznej gmachu głównego Uniwersytetu Wrocławskiego.

We Wrocławiu można wypić piwo w najstarszej piwiarni w Europie. Piwnica Świdnicka działa od 1273 roku. Swoją nazwę wywodzi od dolnośląskiego miasta Świdnicy, skąd pierwotnie sprowadzano do niej jęczmienne piwo.